FILMOWE PROPOZYCJE NA WALENTYNKOWY WIECZÓR

2/16/2014

Zawsze kiedy nadchodzą walentynki, zaczyna się fala narzekań, że nikt tego dnia właściwie nie lubi. A sklepy i tak zarabiają, sale kinowe są pełne, a w restauracji wolnego stolika nie uraczysz. Dla mnie 14 lutego to szczególna data, bo ten dzień w kalendarzu oznacza kolejny rok mojego związku, tym razem już czwarty. Dlatego kto - pytam się - zajmuje mi miejsca w każdym uroczym miejscu w tym zapyziałym mieście, skoro wszyscy zarzekają się, że walentynek nie obchodzą? Wiem, że tegoroczne Święto Zakochanych już minęło, ale niestety w tym roku upłynęło mi i mojej rodzinie w bardzo smutnych okolicznościach, z których ciągle próbujemy się otrząsnąć, dlatego mały poślizg z postem musicie mi wybaczyć. Przedstawiam Wam moje propozycje filmowe na ten (i każdy inny) dzień w roku.


Titanic (1997): Jedni kochają, inni nienawidzą. Dla mnie jest to piękna historia miłości, która według konwenansów początku XX wieku nie miała prawa się zdarzyć. A jednak się zdarzyła, choć los nie pozwolił jej przetrwać. Za każdym razem wzrusza mnie tak samo, wylewam morze łez i mam nadzieję, że za którymś razem Jack (Leonardo DiCaprio) znajdzie i dla siebie te cholerne drzwi! Miłość na tle katastrofy, która wstrząsnęła światem wyszła reżyserowi Jamesowi Cameronowi rewelacyjnie.


Śniadanie u Tiffany'ego (1962): To nie jest Love Story marzeń. Ona spotyka się z mężczyznami dla pieniędzy, On jest utrzymankiem starszej damy. Poniekąd łączy ich 'profesja', ale dzieli cała reszta. Wbrew pozorom wynika z tego jedna z najpiękniejszych historii miłosnych jakie widziałam.Zresztą styl Nowego Jorku w latach 60 i Audrey Hepburn w głównej roli powinny być wystarczającą zachętą.


Pamiętnik (2004): Jeden z tych nielicznych filmów, które są znacznie lepsze od książkowych pierwowzorów. Miłość, jaka połączyła Allie (Rachel McAdams) i Noaha (Ryan Gosling) może jest nieco banalna, ale połączenie wątku współczesnego i retrospekcji do lat 40 nadaje jej niezwykły klimat. Klasyczny wyciskacz łez i doskonała obsada tworzą połączenie idealne na romantyczny wieczór filmowy.
Brawa dla reżysera Nicka Cassavetesa, który nadał tej historii głębi, jakiej zabrakło Sparksowi w jego książce.


Jutro idziemy do kina (2007): Piękna opowieść o beztroskim życiu tuż po maturze. Pierwsze miłości, wielkie marzenia i wojna, która to wszystko zniszczy. Choć początkowo obsada aktorska niespecjalnie mnie zachęcała (Wesołowski, Damięcki i Gzyra strasznie mnie irytują), to muszę przyznać, że sprostali wyzwaniu. Film bardzo symboliczny, podobnie jak sam tytuł, który pokazuje, że lato 1939 roku niosło ze sobą wielkie nadzieje, a wojny nikt nie brał na poważnie.


Candy (2006): Uczucie łączące Candy i Dana to rodzaj miłości, która zabija. Połączyły ich narkotyki i uzależnienie od heroiny. Nie jest to piękna historia miłosna, ale wzrusza jak mało która. Film podzielony jest na trzy części: Niebo, Ziemię i Piekło, z czego każda jest symboliczna. Zaczyna się sielankowo, by potem brutalnie ściągnąć na ziemię, a kiedy głód narkotykowy staje się nie do pokonania początkowy raj zamienia się w piekło. Polecam, świetna rola Heatha Ledgera, który zginął w podobny sposób, co jego filmowy bohater, nadając całej historii bardziej realistycznego wymiaru.


Casablanca (1942): Coś dla fanów klasycznego romansu i czarno-białego kina. Zakazana miłość w czasie II wojny światowej i trudne wybory, przed jakimi stanie Ilsa (Ingrid Bergman). Przykład na to, że porzekadło stara miłość nie rdzewieje kryje w sobie ziarenko prawdy. Na uwagę zasługują przede wszystkim pierwszoplanowi aktorzy - wspomniana już Ingrid Bergman w roli Ilsy Laszlo oraz Humphrey Bogart jako Rick Blaine.


O północy w Paryżu (2011): Kiedy pewna para przyjeżdża do Paryża, aby zaplanować własny ślub, nikt nie przypuszcza, że w mieście zakochanych znajdą miłości swojego życia. I o ile wątek Inez (Rachel McAdams) jest przewidywalny i banalny, tak historia Gila (Owen Wilson) jest niezwykła. Mężczyzna odbywa podróże do Paryża lat 20 XX wieku i tam zakochuje się w muzie Picassa - pięknej Adrianie. Niesamowicie nakreślony obraz życia paryskiej bohemy i miasta w czasach największych pisarzy i artystów. I gdyby nie drobny fakt, że reżyserem jest Woody Allen, można by O północy w Paryżu traktować jako kolejną cukierkową produkcję o oklepanym mieście i stereotypowych wyobrażeniach. Ale to Allen, tu rządzi ironia, a interpretacji tyle, ile oglądających.


P.S. Kocham cię (2007): Wiem, ze wiele osób ten film bardzo krytykuje, ja jednak należę do jego wielkich fanów. Piękna historia o tym, że miłość nie kończy się wraz ze śmiercią ukochanej osoby. Choć los dla Gerrego (Gerard Butler) i Holly (Hilary Swank) nie był łaskawy, to za sprawą listów, kobieta powoli pozbiera się po śmierci męża. Uwaga! Chusteczki będą niezbędne!


Once (2006): Wydaje mi się, że jest to film niszowy. Sama nie usłyszałabym o nim, gdybym akurat nie miała biletów do Wojewódzkiego Domu Kultury. Szkoda, bo historia jest piękna, a ścieżka dźwiękowa jedna z najlepszych, jakie słyszałam. Ulicznego grajka i czeską emigrantkę połączy pasja do muzyki. W zasadzie można uznać, że Once to musical, jednak jest to produkcja tak subtelna i niekomercyjna, że ciężko zamknąć ją w ramy gatunkowe. Miłość na tle szarego Dublina jest piękna, ale i napawa jakimś nieopisanym smutkiem.


Cinderella Story (2004): Wiem, tandeta jakich mało, w dodatku w oparciu o jedną z nieśmiertelnych baśni. Ona - szkolny wyrzutek niedostrzegany przez rówieśników i znienawidzony przez przyrodnie siostry. On - król balu i przewodniczący szkoły. A wszystko oczywiście osadzone w amerykańskim liceum z tabunem rozkapryszonych nastolatek i przeświadczonych o swojej urodzie chłopców. Ale obejrzałam ten film w podstawówce lub gimnazjum i strasznie mi się spodobał (zresztą swego czasu bardzo lubiłam Hilary Duff), dlatego dziś został mi do niego jakiś sentyment. A walentynki to dobra pora na trochę banału.


Upiór w operze (2004): Nie chodzi mi o sam film (którego swoją drogą nie oglądałam), ale chyba już wiecie, że mam ogromną słabość do tej historii. Miłość rodem z Pięknej i Bestii, zachwyca nie tylko fabułą, ale przede wszystkim muzyką. Paryska opera XIX wieku, piękna sopranistka Christine i zachwycony nią tajemniczy Upiór, przedstawiający się jej jako Anioł Muzyki. Trochę przerażające, ale na swój sposób piękne. Na obecną chwilę polecam raczej tę sceniczną wersję, bo po fragmentach filmu wiem, że wokalnie - choć nie jest źle - to nawet w połowie nie tak dobrze jak na deskach teatru. 

Źródło zdjęć: http://www.filmweb.pl/

You Might Also Like

38 komentarze

  1. "Upiór w operze" jest dość tragiczną historią. Nigdy nie widziałam jej na deskach teatru, więc nie wiem, jak w tym wypadku toczy się historia i na ile zgodna jest z książką.
    "Cinderella Story" - o ile dobrze pamiętam - był (była?) nawet dość zabawnym filmem :)
    "Titanica" oglądałam już kilka razy, ale jeśli trafi się okazja, to obejrzę następnych kilka :) Mam sentyment, poza tym jest to jeden z tych filmów, które można oglądać z zapałem za każdym razem, gdy któraś stacja je odpali :)
    "PS: Kocham Cię" pamiętam głównie w wersji książkowej, chociaż film również oglądałam. Warto zapoznać się z oboma. Czytając, dobrze się bawiłam, chociaż spodziewałam się więcej wzruszeń :)
    "Pamiętnik" również znam - tym razem wyłącznie z wersji filmowej. Trochę to przykre, że większość osób twierdzi, że Sparks się nie popisał. W sumie to nie wiem, co z tym Sparksem jest, że ekranizacje jego książek są lepsze niż oryginały. Muszę kiedyś zabrać się za jakieś jego dzieło, bo na razie nie mam w tym względzie własnego zdania :)
    "Candy" zostało u mnie zanotowane, jako film do obejrzenia. Zainteresował mnie Twój opis, mam nadzieję, że będzie to dobry film :)

    Gdybym mogła Ci jakoś pomóc, wesprzeć - daj znać :* Wiesz, gdzie mnie szukać

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja niestety też nie widziałam na żywo, bo w Romie był dosyć krótko grany, zresztą nie lubię polskiego tłumaczenia. Ale jak pewnie pamiętasz ta wersja z 25 lecia mnie zachwyciła :-)
      Titanica też oglądam zawsze jak Polsat puszcza - zwykle w okolicy świąt.
      Co do Sparksa, to ja po przeczytaniu czterech jego książek podpisuje się pod tym, że ekranizacje wypadają znacznie lepiej... a Candy polecam, chociaż oglądałam już dawno i nie pamiętam dokładnie.

      Dziękuję :*

      Usuń
  2. Bardzo ciekawy wybór :) U sieibe też pisałam o kilku filmach na walentynkowy wieczór :)

    Pozdrawiam,
    W.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W takim razie zaraz zobaczę jakie filmy wybrałaś :)

      Usuń
  3. Once, to jeden z moich ulubionych filmów, którym byłam mocno zafascynowana w liceum. Ścieżka dźwiękowa - rewelacja! Pamiętam jak kilka lat temu miałam bzika na jej punkcie i słuchałam jej bez przerwy:) W końcu moja mama zrobiła mi wspaniały prezent i kupiła mi soundtrack, jak ja się cieszyłam:) Ale ten czas leci, nie mogę uwierzyć, że to było tak dawno temu!
    Upiora również uwielbiam pod każdą postacią - film, książka, teatr - piękna historia!

    Co do Pamiętnika, to nie zachwyciła mnie ani książka (najgorsza Sparksa), ani film, którego fenomenu nie rozumiem, za co nie raz oberwało mi się na kilku forach:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ścieżką dźwiękową z Once zachwyca się chyba każdy, kto ją usłyszy :) A mnie filmowa wersja Pamiętnika podobała się bardzo, za to książkowa mnie rozczarowała.

      Usuń
  4. "Once" jest moim najukochańszym filmem! Uwielbiam każdą scenę i nutę. Po prostu perełka. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Muszę sobie odświeżyć, bo już niewiele pamiętam :)

      Usuń
  5. "O północy w Paryżu" i "Upiór w operze" lubię najbardziej! :) A jeśli chodzi o "Once" to soundtrackiem zachwycam się już od blisko trzech lat, a samego filmu jeszcze nie widziałam. :D

    OdpowiedzUsuń
  6. Zapomniałam w ogóle, że coś takiego jak "Upiór w operze" istnieje. Bardzo głośny tytuł, który mi przypomniałaś - dzięki :) Jestem pewna, że mi się spodoba, bo uwielbiam takie historie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ominął Cię zatem mój post, w którym pisałam peany na część Upiora, ale w wersji teatralnej :D
      Zapraszam: http://zycie-miedzy-wierszami.blogspot.com/2014/01/phantom-of-opera-25th-anniversary-in.html

      Usuń
  7. "Titanic" o raz "Pamiętnik" to jedne z moich ulubionych filmów :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Zgadzam się co do "Pamiętnika" :D Titanic mi się przejadł, za dużo tego filmu w życiu się naoglądałam. A "Historia Kopciuszka"- świetnie się można przy niej zrelaksowac :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też myślałam, że mi się przejadł, ale jak w święta znowu puścił go Polsat, to przeżywałam dokładnie tak samo jak zawsze :D

      Usuń
  9. "Titanic", "Śniadanie u Tiffany'ego", "Pamiętnik" i "O północy w Paryżu" kocham! Co do "PS Kocham Cię", to jestem w gronie tych, których nie zachwycił. Aż wstyd się przyznać, ale nie oglądałam Casablanci. "Candy" nie kojarzę, ale wydaje się dość ciekawy, także może kiedyś obejrzę.:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja za Casablanką jakoś wybitnie nie przepadam - obejrzałam dwa razy i chyba mi wystarczy :-) Ale film zasłużył na miejsce w tym zestawieniu swoją historią.

      Usuń
  10. Zgadzam się całkowicie jeśli chodzi "Titanica" oraz "Jutro idziemy do kina", ale za to muszę przyznać, że "O północy w Paryżu" to kompletnie nie moja bajka...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ach, a to jeden z moich ulubionych filmów Allena! :D

      Usuń
  11. Pamiętnik, Upiór w operze, P.S I love you, Once i śniadanie u Tiffaniego <3 Wspaniałe filmy i z pewnością nie na raz:)

    OdpowiedzUsuń
  12. na pewno któryś oglądne;)
    zapraszam do mnie i do obserwacji jeśli ci się spodoba;)
    > www.redlips-evelinafashion.blogspot.com
    pozdrawiam;*

    OdpowiedzUsuń
  13. Super propozycje, idealne na wieczór we dwójkę.
    Ja narzekam, ponieważ z powodu długotrwałego bycia singielką, dla mnie Walentynki to w tym roku był po prostu piątek. :P
    Ale wybór bardzo dobry- dosłownie klasyka kina romantycznego.
    :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bycie singielką nie wyklucza oglądania romantycznych filmów :D

      Usuń
  14. Nie rozumiem, dlaczego telewizja tak mocno promuje niektóre gnioty, a o "Once" cisza. Ten film jest tak piękny w swej prostocie, bez bajerów, bez naciąganych historii, bez milionów wydanych na realizację. Muzyka - najpiękniejsza filmowa, zasłużony Oscar (o ile on ma w ogóle jakąś wartość w tej kwestii...). Na końcu płakałam - nie wiedziałam, czy z powodu filmu czy tej muzyki właśnie ;)

    A Upiór... matko, znam na pamięć i kocham tu Butlera ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się. A muzyka jedna z najpiękniejszych!
      Ja znam na pamięć Upiora z The Royal Albert Hall w 25 rocznicę :D filmowego jeszcze nie, ale wszystko przede mną!

      Usuń
  15. Kilka filmów widziałam, kilka chcę obejrzeć. Mój faworyt to "Pamiętnik" - widziałam już wiele razy i wciąż uwielbiam. Co prawda ja w walentynki oglądałam bajkę "Zakochany wilczek".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podobnie jak ja - chyba nigdy mi się ten film nie znudzi :p

      Usuń
  16. U mnie się skończyło na oglądaniu Poranku kojota xD

    OdpowiedzUsuń
  17. Titanic uwielbiam i zawsze plączę :) Pamiętnik był niezły, aczkolwiek po przeczytaniu książki oczekiwałam czegoś więcej, ekranizacja mnie zawiodła. Na "Candy" mnie zachęciłaś :)

    po-uszy-w-ksiazkach.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Po przeczytaniu książki ekranizacja Cię zawiodła?! :OOOOOO To mnie zaskoczyłaś! Dla mnie książka była mdła i płytka, pozbawiona... wszystkiego. A film nadał tej historii głębi.

      Usuń
  18. Wybrałaś same ciekawe tytuły :) Ja należę do miłośniczek "Titanica", jako dziecko obejrzałam go wielokrotnie i mam do tego filmu sentyment. "Jutro idziemy do kina" też widziałam kilka razy, bo kiedyś puszczali go w okolicach pierwszego września, nie wiem jak to wygląda teraz. "Pamiętnik" i "Candy" muszę obejrzeć jeszcze raz.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też "Candy" muszę obejrzeć ponownie, bo już niewiele pamiętam. Fajnie, że filmy przypadły Ci do gustu :)

      Usuń
  19. Titanic - kocham, kocham, kocham! <3
    A "Śniadanie..." też bardzo lubię, a nawet uwielbiam. ;)
    Reszty wymienionych przez Ciebie filmów (co przyznaję ze wstydem) nie oglądałam, ale skoro tak zachęcasz, to postaram się to nadrobić. :D

    OdpowiedzUsuń
  20. Wstyd się przyznać, ale z tego zestawienia oglądałam tylko Cinderella Story i było to... średniawe. Trochę kiczu, trochę różnych głupot, ale nawet OK.

    OdpowiedzUsuń

"Słowa są ponadczasowe. Powinieneś je wypowiadać lub pisać ze świadomością o ich wieczności."
/Khalil Gibran