JOHN GREEN: SZUKAJĄC ALASKI

2/23/2014

źródło: http://weheartit.com/

Ciężko było mi się przekonać do Johna Greena, nie mogłam uwierzyć, że jakikolwiek pisarz może być tak bezgranicznie dobry, że jego książki podobają się dosłownie każdemu. Długo więc zwlekałam z przeczytaniem jego najgłośniejszej powieści – Gwiazd naszych wina, ale kiedy w końcu to zrobiłam wiedziałam, że muszę poznać wszystko, co napisał ten amerykański autor.

Miles Halter, w pewnym momencie swojego życia ochrzczony Kluchą, jest głównym bohaterem debiutanckiej powieści Johna Greena i zarazem jej narratorem. Jego życie toczy się bez większych niespodzianek, jest raczej outsiderem, a większość swojego czasu poświęca na czytanie biografii. Z tego czytania zrodziła się pewna obsesja – Miles uwielbia poznawać ostatnie słowa znanych ludzi. I jedna z takich kwestii skłania go do poszukiwania własnego Wielkiego Być Może i właśnie dlatego trafia do szkoły z internatem Culver Creek. Tam jego życie zmienia się przede wszystkim dlatego, że chyba po raz pierwszy ma przyjaciół. Wśród nich, obok Pułkownika, Takumiego i Lary, pojawia się Alaska Young. Dla tej niezwykle intrygującej i fascynującej dziewczyny, Miles szybko traci głowę, ona jednak ma mu do zaoferowania tylko swoją przyjaźń, bo bardzo kocha swojego chłopaka. Paczka przyjaciół czas wolny od nauki spędza na paleniu papierosów, piciu alkoholu i planowaniu Wielkiego Numeru, czyli wyszukanej formy łamania szkolnego regulaminu. 

Wszyscy bohaterowie są rewelacyjni, ale to o Alasce można napisać osobną książkę. Jest to niezwykle złożona postać i zupełnie nie dziwię się Milesowi, że stracił dla niej głowę. Ma swoje wady, to fakt. Jest humorzasta, pyskata i charakterna, ale przy tym zabawna i diabelnie inteligentna. Tajemnica, jaką sama się otacza dodaje jej oryginalności i rzeczywiście może fascynować. Jej silna osobowość skupia wokół siebie całą akcję, pozostaje tylko pytanie czy poszukiwanie Wielkiego Być Może było dla Kluchy jednoznaczne z Szukaniem Alaski? Czy to ona była dla niego tym najintensywniejszym i najprawdziwszym doświadczeniem rzeczywistości? Na pewno pokazała mu świat, jakiego nie znał i obudziła w nim uczucia, o jakie zapewne by siebie nie podejrzewał. Alaska Young nieodwołalnie zmieniła życie Milesa Haltera, do czego sam się zresztą później przyznaje.

Po  raz kolejny Green zastosował motyw książki w książce, która staje się metaforą życia głównych bohaterów. O ile w Gwiazd naszych wina była to fikcyjna powieść, tak tym razem mamy do czynienia z Generałem w labiryncie Gabriela Garcii Marqueza, a konkretnie z jednym zdaniem, które tak jak w przypadku Ciosu udręki jest pretekstem do snucia rozważań na temat życia i śmierci bohaterów. Akcja podzielona jest na dwie części: PRZED i PO, przy czym pierwsza połowa to raczej względnie beztroskie życie nastolatków, druga zaś, zamiast na luźnej akcji, skupia się na bardziej refleksyjnej formie. Ciekawość, co jest tym przełomowym wydarzeniem dzielącym powieść jest naprawdę ogromna. Green poza skłonnością do metaforyzowania ma jeszcze jedną, bardzo ważną zaletę. Przedstawia życie nastolatków takim, jakie ono jest (mniej więcej), nie ugładza go i nie udaje, że pewne kwestie w młodym wieku nie istnieją. Dzięki temu jego książki są realistyczne, a bohaterowie z krwi i kości. Tylko, że pomiędzy te pozornie banalne treści zawsze wpleciony zostaje głębszy przekaz. Tym razem autor stawia przed bohaterami pytanie: Jak wydostać się z tego labiryntu cierpienia?, na które znajdą odpowiedź w przyjaźni, pierwszej miłości, a także śmierci. Charakterystyczne dla autora jest również otwarte zakończenie, które każdy czytelnik interpretuje na własny sposób. Nie ma jednoznacznego rozwiązania tej historii, dlatego każdy z nas musi sam odpowiedzieć na pytanie jak wyjść z tego labiryntu.

Zdaje sobie sprawę, że jest to debiut Johna Greena i wiele osób zarzuca mu pewne braki, które z całą pewnością posiada. Dla mnie jednak Szukając Alaski była równie rewelacyjną powieścią, co Gwiazd naszych wina. Jako szary czytelnik, życzyłabym każdemu potencjalnemu pisarzowi takiego debiutu.

John Green, "Szukając Alaski", Bukowy Las, Wrocław 2013, s. 317

You Might Also Like

24 komentarze

  1. Czytałam i także mi się bardzo podobała :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Uwielbiam wszystko co wyszło spod pióra Johna Greena, naprawdę, nigdy nie sądziłam, że współczesny pisarz będzie w stanie swoimi książkami tak mnie omotać, a jednak... Do SA na pewno powrócę, kiedyś, jeszcze nie teraz, bo za wcześnie, ale kiedyś, tak, kiedyś powrócę, bo wiem, że za drugim razem zachwycę się jeszcze bardziej. <3 Wiesz co, zazdroszczę Ci tego, że Papierowe Miasta są jeszcze przed Tobą.
    Widzę, że czytasz już WsS, mogę wiedzieć jak wrażenia? ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przeczytałam zaledwie 40 stron, więc jeszcze niewiele mogę powiedzieć. Jest specyficzna, to na pewno, ale od jakiegokolwiek osądu póki co się wstrzymuję :-)

      Usuń
  3. No proszę, Tobie też się podobało :-D We mnie też zapaliła się czerwona lampka - coś za dużo tych pozytywów, gdzieś musi tkwić haczyk. Muszę przekonać się na własnej skórze, nie ma zmiłuj ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Polecam :-) Chociaż to "tylko" młodzieżówka, to pokazuje, że ten gatunek też może być ambitny, ale chyba mimo wszystko lepiej zacząć od "Gwiazd naszych wina".

      Usuń
  4. Tę książkę czytałam jako pierwszą Green'a, przed `Gwiazd...`. Podobała mi się. :)
    Niestety, jak wiesz, ta druga nie.
    W Alasce właśnie najbardziej zaskoczyła mnie taka kreacja tytułowej bohaterki. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Naprawdę nie mogę uwierzyć, że GNW Ci się nie podobało, ale dobrze, że chociaż SA tak ;-) Alaska była świetną postacią, strasznie mi się podobał jej pomysł z Biblioteką Życia :)

      Usuń
  5. Dla mnie jednak SA było ciut gorsze, niż GNW czy chociażby PM. Nie przez względu na jakieś braki, a jedynie poziom zaangażowania i wywoływanych emocji. Ale powtarzam, tylko ciut gorsze, bo ogólnie rzecz biorąc, to byłam pod ogromnym wrażeniem, zostałam wbita w fotel i zaczęłam podziwiać Greena jeszcze bardziej, jeżeli to w ogóle możliwe.:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. PM jeszcze nie czytałam, ale mam na półce :) Jakoś mam największe opory przed tą książką, zupełnie nie wiem dlaczego. Mam nadzieję, że mi się spodoba!

      Usuń
  6. Dotąd nie czytałam książek tego autora, ale muszę sprawdzić na sobie, czy podobają się każdemu :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Czytałam wszystkie książki, które dotychczas ukazały się w Polsce. ''GNW'' to powieść, która pokazała mi wszystko. Darzę ją ogromnym sentymentem.
    ''PM'' to pierwsza książka z którą zaczęłam przygodę, lecz nie spodobała mi się tak bardzo jak GNW. ''SA'' było fajną książką, ale podobnie jak ''PM'', lecz ''GNW'' i tak rządzi :D

    weronine-library.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  8. Czytałam jakiś czas temu i też mi się ta książka podobała :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Czytałam "Gwiazd naszych wina" i "Papierowe miasta", reszta jeszcze przede mną, ale tymi książkami Green niewątpliwie mnie zaskoczył (pozytywnie!). :)

    OdpowiedzUsuń
  10. GNW już czeka na półce i jeśli będę pod takim wrażeniem, jak większość czytelników, to na pewno sięgnę po pozostałe powieści tego autora ;)

    OdpowiedzUsuń
  11. Motyw książki w książce zachęca do przeczytania. :) Muszę sięgnąć!

    Pozdrawiam,
    W.

    OdpowiedzUsuń
  12. Całkowicie podzielam Twój zachwyt nad książką i nie mogłabym się bardziej zgodzić ze stwierdzeniem, że o Alasce można by napisać zupełnie odrębną książkę :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Akurat tej książki tego autora nie czytałam, jednak mam ją w najbliższych planach

    OdpowiedzUsuń
  14. Jeszcze chwilę temu miałam podobnie - nie wiedziałam, skąd wziął się fenomen autora. Przeczytałam "Gwiazd naszych wina" i przepadłam...

    OdpowiedzUsuń
  15. Jak wiesz, ja zaczęłam kiedyś od tej książki swoją przygodę z Greenem i właśnie do niej mam największy sentyment :). Ogromnie się cieszę, że Ci się spodobała, czekałam na tę recenzję z niecierpliwością :)

    OdpowiedzUsuń
  16. "Gwiazd naszych wina" jeszcze przede mną (ale na pewno w tym roku!), za to czytając Twoją recenzję, przypomniałam sobie, jak miło czytało mi się "Szukając Alaski" i jak sama byłam ciekawa tego przełomu, który tak zmienił życie bohaterów :) Prawdę powiedziawszy spodziewałam się chyba nieco innej książki, a tu spotkało mnie coś nie dość, że ciekawego, to jeszcze łączącego w sobie zarówno dobry humor, jak i życiowe refleksje :)

    OdpowiedzUsuń
  17. Ach ten Green - wszędzie pełno zachwytów nad jego piórem, że człowiek rzeczywiście zaczyna się zastanawiac czy to możliwe, że jest on aż tak świetny. Pozostaje tylko jedno - przekonać się o tym na własnej skórze :)

    OdpowiedzUsuń
  18. A mnie "Alaska" nie zachwyciła. Fajna, bo fajna, ale bez szału. Brakło mi uniwersalności, czegoś ponadczasowego. Zwykłe czytadło dla młodzieży, nawet poczułam się staro w trakcie lektury... Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  19. John Green kusi mnie niesamowicie i mam dziwne przeczucie, że w końcu ulegnę, dorwę do łapek i połknę na raz! :)

    OdpowiedzUsuń

"Słowa są ponadczasowe. Powinieneś je wypowiadać lub pisać ze świadomością o ich wieczności."
/Khalil Gibran