EVE EDWARDS: GRA O MIŁOŚĆ

4/13/2014

Eve Edwards w każdym tomie Kronik rodu Lacey przybliża losy innego z braci. Jednak w Grze o miłość to nie najmłodszy Tobias będzie głównym bohaterem, a jego przyrodni brat – Kit Turner. Jako syn z nieprawego łoża nie cieszył się przywilejami hrabiowskiego syna, a los skierował go na drogę aktorstwa.

Mercy Hart jest córką bogatego kupca, zagorzałego purytanina i człowieka o bardzo sztywnym kręgosłupie moralnym. Pech chciał, że na swojej drodze spotkała aktora, lekkoducha niegodnego jej ręki i oczywiście to właśnie jemu postanowiła oddać swoje serce. Aby połączyć się z ukochanym, Mercy będzie musiała wyrzec się własnego nazwiska, na co z pewnością nie jest gotowa. Jednak i to nie będzie oznaczało końca problemów tej dwójki, bo prawdziwe problemy dopiero przed nimi...

Eve Edwards trzyma się wcześniej wytyczonej ścieżki. Problematyczna miłość, intryga oraz polityczny spisek, z naciskiem na ten ostatni. Gra o miłość została umiejscowiona w roku 1586, czyli dokładnie wtedy, kiedy na jaw wyszedł spisek, mający na celu uwolnienie królowej Szkotów i osadzenie jej na angielskim tronie. Afera polityczna stała się bardzo interesującym tłem do wydarzeń opisywanych przez Edwards i to – w mojej ocenie – najmocniejszy punkt powieści. Główny wątek niestety mnie nie przekonał. Mercy okazała się naiwną gąską, która w porywie młodzieńczej miłości buntuje się przeciwko rodzinie i myśli, że sama zawojuje świat. Kit stracił cały swój urok bawidamka znanego z poprzedniej części, bo gdy tylko trafiła go strzała Amora, zaczął rozsądniej patrzeć na życie. Stał się przez to nudny i trochę bezbarwny. Perypetie tej dwójki nie zainteresowały mnie tak bardzo, jak w przypadku innych braci Lacey. Uczucie Mercy i Kita było bardzo naiwne i nieco cukierkowe, mimo poważnych problemów, jakim musieli stawić czoła. Fabułę uratował polityczny spisek, w który zamieszany był Turner oraz jego praca w teatrze, gdzie jednym z aktorów był sam William Shakespeare. Oczywiście nie zabrakło tutaj najważniejszych postaci z poprzednich części, odgrywających już tylko epizodyczne, jednak nie pozbawione znaczenia, role.

Porównując do siebie całą serię, ta część wydaje mi się najsłabsza właśnie ze względu na nieprzekonujący wątek miłosny, który jest tym najbardziej eksponowanym w całej trylogii. Z drugiej strony tło historyczne jest niezwykle ciekawe, bo dokładnie ukazuje angielski purytanizm, uprzedzenia społeczne i wewnętrzne konflikty. Myślę, że żaden miłośnik elżbietańskiej Anglii oraz lekkich romansów historycznych nie będzie zawiedziony sięgając po Kroniki rodu Lacey. Seria łączy w sobie elementy historyczne z romansowymi, tworząc powieści relaksujące i jednocześnie naprawdę wciągające.Lekkość i subtelność pióra Edwards dopełniają całości i zachwycają swoją prostotą, która tak pięknie oddaje realia ówczesnych czasów.

Eve Edwards, "Gra o miłość", Egmont, Warszawa 2014, s.296

Ocena: 6/10 

Za możliwość przeczytania książki dziękuję wydawnictwu:





You Might Also Like

11 komentarze

  1. Nie lubię takich książek, ale chętnie polecę ją mojej mamie :) Pozdrowienia!

    OdpowiedzUsuń
  2. Po lekturze pierwszego tomu mam całkiem pozytywne wrażenia. Drugi i trzeci jeszcze przede mną.

    OdpowiedzUsuń
  3. Jedna z serii na którą choruję :) Za każdym razem jak o niej piszesz coraz bardziej ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Jakoś nie dla mnie :c Nie czuję się dobrze w takich książkach :3

    OdpowiedzUsuń
  5. Poluję na książki z tej seriii :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Krótkie się wydają te kroniki jak na kroniki :-) Myślałam, że będzie to nieco dłuższa seria
    Oczywiście postaram się przeczytać całość :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Kiedyś zamierzam zabrać się za tego typu książki, żeby czytając pasjonujące historie, przy okazji podreperować stan mojej wiedzy historycznej, ale to... kiedyś. Bardzo kiedyś. ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. A dla mnie ta część jest właśnie najlepsza, ale to wszystko przez ten teatr :D

    OdpowiedzUsuń
  9. Kroniki rodu Lacey to seria, która interesuje mnie już od jakiegoś czasu, jednak bardzo boję się po nią sięgnąć ze względu na gatunek. Chyba mam pecha, ale wszystkie romanse historyczne za jakie się biorę są po prostu nudne :)

    OdpowiedzUsuń

"Słowa są ponadczasowe. Powinieneś je wypowiadać lub pisać ze świadomością o ich wieczności."
/Khalil Gibran