COMO NO TE VOY A QUERER? Czyli słów kilka o najpiękniejszym dniu w moim życiu...

8/18/2014

Sobotni dzień przeszedł już niestety do historii. Ale trafił tam jako jeden z najpiękniejszych dni w moim życiu. Miałam przyjemność na żywo obejrzeć Super Mecz mojego Realu Madryt z włoską Fiorentiną. Do tej pory trzęsę się z emocji, bo zobaczyć na żywo dwa wielkie kluby to naprawdę ogromne przeżycie dla każdego fana futbolu. Ale nic nie może się równać z widokiem Cristiano strzelającego gola. Chyba nawet kibice Barcy chcieliby to zobaczyć na własne oczy... Królu, dziękujemy za ten prezent!



Sam mecz w zasadzie nie był jakimś spektakularnym widowiskiem. Ale kogo obchodzi wynik w spotkaniu towarzyskim? Widać było, że piłkarze Realu się bawią, ale mimo to oglądanie na żywo Cristiano strzelającego gola to najpiękniejszy widok, jaki można sobie wyobrazić. Nie da się tego z niczym porównać! Co to jest za człowiek, który każdym dotknięciem piłki wywołuje euforię na stadionie? W takiej sytuacji trudno się nie popisywać - publika dosłownie piszczy z wrażenia na każdy jego ruch. Cris to zdecydowanie najjaśniejszy punkt tego meczu, szkoda tylko, że nie mogliśmy go oglądać w komplecie z Bale'm i Benzemą. Tercet BBC to by było coś!

Gol Cristiano z pięknej kontry w stylu Królewskich: 

https://www.youtube.com/watch?v=VCx8C14k6H8

Skoro już o tym mowa to Bale'a nie zobaczyliśmy w ogóle, nad czym ogromnie ubolewam, za to Benzema rozruszał trochę grę, wchodząc na boisko w drugiej połowie. Niestety standardowo przyłapany został na spalonym, a gol po jego strzale nie został uznany.

Piękny mecz rozegrał Angel Di Maria, co jest tylko dowodem na to, że sprzedaż zawodnika, który daje z siebie 110% nawet w spotkaniach towarzyskich, byłaby totalną głupotą. Poza świetnymi podaniami, popisał się też pięknym strzałem w kierunku bramki - niestety piłka przeleciała tuż obok słupka. Świetnie radził sobie również nowy nabytek Królewskich - Toni Kroos, czego niestety nie można powiedzieć o mundialowym odkryciu Jamesie Rodriguezie. Jemu chyba potrzeba trochę więcej czasu na adaptację w zespole i znalezienie sobie miejsca na boisku.

Dla mnie osobistym rozczarowaniem był brak Ikera Casillasa. Wiedziałam, że między słupkami zadebiutuje Keylor Navas, ale liczyłam na to, że Carlo wpuści Ikera na drugą połowę. Niestety, przeliczyłam się (ale może to dobrze - ważne, że zagra w Superpucharze!). Brak ulubionego piłkarza zrekompensowała mi jednak obecność Cristiano, Sergio Ramosa i Xabiego Alonso. No a Iker przed meczem rozgrzewał się razem z Navasem i Pacheco, więc mogłam sobie na niego chwilkę popatrzeć. I nawet pomachał do kibiców, co już w ogóle spowodowało, że trzęsłam się jak galareta. Bynajmniej nie z zimna, a musicie wiedzieć, że mimo zamkniętego dachu, na stadionie były okropne przeciągi. Co do samego Keylora, popisał się jedną naprawdę udaną akcją. Stracił co prawda dwie bramki, ale to chyba bardziej obrona się pogubiła, bo on - szczególnie przy pierwszym golu - nie miał wielkich szans z bezbłędną główką Mario Gomeza. Nie jestem do końca pewna drugiej sytuacji, bo akurat wtedy zapatrzyłam się na rozgrzewającego się Sergio Ramosa. No i wyszło, że typowa ze mnie baba - zamiast oglądać gole, podziwiam sobie urodę piłkarzy.

Carlo Ancelotti miał jeszcze jedną niespodziankę dla polskich kibiców. Po zmianach w drugiej połowie, nadal nie mogliśmy cieszyć się widokiem Sergio Ramosa. Cały stadion zaczął skandować jego imię i co wtedy? Wtedy Sergio wybiega na rozgrzewkę prosto pod nasz sektor, macha do kibiców i już po kilku minutach jest gotowy by wbiec na boisko. Pod nieobecność Cristiano to on kradnie serca kibiców - radość z jego gry w obronie była ogromna, stadion piszczał. Podejrzewam, że tu uaktywniła się żeńska część obecnych na trybunach... ;) Vamos Sergio Ramos!

https://www.youtube.com/watch?v=WO1i4ndNcms

Oczywiście Polska to specyficzny naród - nie mogło zabraknąć kibiców wbiegających na murawę. Pierwszy był absolutnie genialny - ubrany w pełny trykot z dumnym numerem 7 na plecach, został niezauważony przez ochronę i potraktowany jak jeden z piłkarzy. Nawet wodę dostał podczas schodzenia z boiska! Zazdrość ogromna, ale nie aż taka jak podczas drugiego takiego incydentu. Na sam koniec meczu wbiegł jeszcze jeden szalony kibic - po ucieczce przed ochroną PRZYTULIŁ SERGIO RAMOSA. Boże, co ja bym dała, żeby się z nim zamienić! No, Sergio byłby drugim wyborem, bo w pierwszej kolejności pobiegłabym przytulić wiadomo kogo...

Akcję fałszywego Ronaldo możecie obejrzeć tutaj:


Atmosfera na stadionie była niesamowita. Mówią, że w telewizji nie było tego tak słychać, ale doping naprawdę był fantastyczny, co może potwierdzić każda osoba obecna tego dnia na Narodowym. A Cris robił za dyrygenta - dowód w filmiku poniżej! Uwielbiam jego duet z Marcelo, w ich wykonaniu zawsze wychodzi coś przezabawnego. 


Na zakończenie mam dla Was filmik nagrany z naszej perspektywy. Nagrywał kolega, ja byłam tuż obok, więc mniej więcej tak to wszystko widziałam:

 https://www.youtube.com/watch?v=oBE-VRFY7ac&list=UUJMjRUFR5epQf4l3eYsr1GA

¡HALA MADRID!

P.S. Niektóre filmiki nie chciały się wyszukać, dlatego wrzucone zostały w formie linków :(

You Might Also Like

13 komentarze

  1. i to się nazywa prawdziwa fanka, było próbować wbiec na murawę i się tulić do każdego po kolei :D.

    OdpowiedzUsuń
  2. Catalinka - wierz mi, byłabym do tego zdolna, gdyby nie to, że taka przyjemność kosztuje 5000zł i dwa lata zakazu stadionowego :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Super przeżycie, którego zazdroszczę!! Mój brat był ostatnio na meczu Realu w Cardiff i zajął doskonałe miejsce na trybunach, skąd ma mnóstwo świetnych zbliżeń na zawodników :)) Również był cały w skowronkach :)

    OdpowiedzUsuń
  4. ha ha chciałabym to zobaczyć:) Marta nurkująca na murawie stadionu :D
    Pozdrawiam Enigma

    OdpowiedzUsuń
  5. Zazdroszczę, mam nadzieję, że w przyszłym roku do Wrocławia przyjedzie ekipa Chelsea ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. No czyste szaleństwo :D Twój tekst aż kipi od emocji, a doskonały humor jest zaraźliwy :) przeczytałam z największą przyjemnością :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Taaak, ale z drugiej strony - przytulić Ramosa - tak jakby bezcenne :D

    OdpowiedzUsuń
  8. Karriba, ja wiem, że Ty nie miałabyś oporów :D
    Katarzyna K to ja zazdroszczę Twojemu bratu! Superpuchar to jest dopiero coś! A nie tam jakieś kopanie piłki ku radości kibiców :D Ale nie narzekam <3

    OdpowiedzUsuń
  9. Jejciu, jak ja Ci zazdroszczę tego meczu! Ja musiałam zadowolić się obejrzeniem jego transmisji w telewizji. Zobaczenie Realu Madryt na żywo to jedno z moich marzeń! Szkoda, że Iker nie zagrał w Warszawie, ale w dzisiejszym meczu z Atletico podobno ma się pojawić. Niezależnie od formy Navasa, Casillas i tak jest legendą! :)
    Nie mogę się napatrzeć na te filmiki. Król Ronaldo, Ramos, Di Maria, Rodriguez, Benzema, Alonso - raj! ♥

    OdpowiedzUsuń
  10. Oj raj :D Iker jest talizmanem na mecze z Atleti, nie mogło być inaczej :P

    OdpowiedzUsuń
  11. Takie mecze to zawsze są super emocje - nawet jeśli jest to mecz towarzyski :-)
    Szkoda, że nie możemy sobie częściej pozwolić na takie przeżycia.
    Na meczu Borussi we Wrocławiu największe brawa chyba dostał Kuba Błaszczykowski, kiedy wszedł na ostatnie minuty :P A nawet nie był wpisany w protokół. A ja najczęściej śledziłam wzrokiem Łukasza Piszczka. No i może troszkę Ciro Immobile :D
    To nawet nie był mój Arsenal, a tak strasznie mi się podobało :)
    Dziwię się, że nie wybuchłaś z emocji :D chociaż szkoda, że nie wbiegłaś na murawę. Pokazaliby Cię w telewizji i mogłabym się pochwalić, że Cię znam :D

    Przeczytałam post, teraz lecę oglądać filmiki :D

    OdpowiedzUsuń
  12. Ja chciałabym zobaczyć na żywo mecz reprezentacji polskich siatkarzy. Jednak takie przeżycie też jest niesamowite.

    OdpowiedzUsuń
  13. O! Naprawdę zazdroszczę :)
    Świetny blog. Serdecznie zapraszam do mnie...

    OdpowiedzUsuń

"Słowa są ponadczasowe. Powinieneś je wypowiadać lub pisać ze świadomością o ich wieczności."
/Khalil Gibran