LAUREN OLIVER: 7 RAZY DZIŚ

6/03/2015

Budzisz się, jak każdego ranka bierzesz prysznic, jesz szybkie śniadanie i wychodzisz do szkoły/pracy. Jak zwykle spóźniony na nic nie masz czasu. Spędzasz cały dzień robiąc rzeczy, których nienawidzisz z ludźmi, których nawet nie znasz. Może ktoś powie Ci coś miłego, może Ty kogoś wyśmiejesz. Jest piątek, więc po powrocie do domu szykujesz się na wieczorną imprezę, na której znowu spijesz się do nieprzytomności i zrobisz z siebie idiotę, ale to nieważne, bo jutro i tak nikt nie będzie pamiętał.

A teraz wyobraź sobie, że jutra nie ma.

Co byś w tym dniu zmienił, gdybyś miał szansę?

7 razy dziś to książka, która nieoczekiwanie wywarła na mnie duże wrażenie. Naprawdę nie spodziewałam się, że będzie to tak dobra historia, która całkowicie mnie pochłonie. Samantha Kingston wiedzie takie życie jak Ty. Ona też kłóci się o głupoty, bywa egoistką i nie poświęca bliskim wystarczająco dużo czasu. A potem umiera. Raz, drugi, trzeci i siódmy. I każdego ranka na nowo przeżywa ten sam dzień, takie jej prywatne piekło. Bo okazuje się, że przeżywanie ciągle tego samego dnia nie jest okay, nawet jeśli jesteś najpopularniejszą dziewczyną w szkole. Bo może nie wszyscy Cię lubią, może komuś – nieświadomie – zniszczyłaś życie.

Bałam się jak Lauren Oliver poradzi sobie z przedstawieniem tej samej sytuacji kilkukrotnie. Na szczęście niepotrzebnie, bo dobrze z tego wybrnęła – każdy dzień jest tak naprawdę inny, chociaż są elementy stałe, dzięki którym mamy pewność, że data w kalendarzu się nie zmieniła. Za każdym razem Sam próbuje coś zmienić w swoim życiu, a czytelnik kibicuje jej, by ten koszmar jak najszybciej się skończył. Pierwszoosobowa narracja jeszcze bardziej przybliża nas do głównej bohaterki, z którą ja mocno się zżyłam, a z czasem także naprawdę polubiłam. Pomocne w tym były także zdania skierowane bezpośrednio do czytelnika, które niejednokrotnie każą się zastanowić nad własnym postępowaniem oraz śmiercią.
Może dla ciebie istnieje jakieś jutro. Może dla ciebie istnieje tysiąc kolejnych dni albo trzy tysiące, albo dziesięć – tyle czasu, że możesz się w nim zanurzyć, taplać do woli, że możesz pozwolić by przesypywał ci się przez palce jak monety. Tyle czasu, że możesz go marnować. Ale dla niektórych istnieje tylko dziś. I tak naprawdę nigdy nie wiadomo*. 
Sytuacja, w której znalazła się Sam bardzo przypominała mi Efekt Motyla. Zresztą gdzieś pod koniec książki było to nawet wspomniane. Każda, nawet najdrobniejsza zmiana może mieć ogromne znaczenie i wydaje mi się, że to chciała przekazać Lauren Oliver. Że nasze wybory nie wpływają tylko na nas, ale także na życie innych, czasem zupełnie przypadkowych ludzi. Bardzo mi się ta książka spodobała, bo poza tym że przyjemnie się ją czytało, rzeczywiście wniosła coś w moje życie, mimo że jest tylko młodzieżówką. O tym jednak nie można zapominać – targetem 7 razy dziś jest młodzież, więc książka porusza problemy adekwatne do wieku, a cała akcja osadzona jest w szkole średniej. To może nieco znużyć dorosłego czytelnika, ja jednak lubię takie klimaty, więc nie miałam z tym żadnego problemu.

Cholera, ta książka jest dobra. Może nie ma w niej wiele oryginalności, może główne bohaterki potrafią doprowadzić do szału, ale ta historia coś w sobie ma. Coś, od czego nie mogłam się oderwać i kiedy siadłam do książki, przeczytałam ponad 200 stron za jednym zamachem. Po prostu nie mogłam przestać, a tego zwykle oczekuję od książek – by mnie pochłonęły, zamknęły w swoim świecie i pozwoliły z niego wynieść coś do własnego życia. 7 razy dziś mi to zapewniło i szczerze tę książkę polecam, szczególnie osobom w wieku licealnym.

* Lauren Oliver, "7 razy dziś", Moondrive, Kraków 2015, str. 218

Lauren Oliver, "7 razy dziś", Otwarte/Moondrive, Kraków 2015, s. 382

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Otwartemu.

You Might Also Like

24 komentarze

  1. Motyw przeżywania tego samego dnia w kółko przypomina mi film Dzień Świstaka. Zaciekawiłaś mnie tą recenzję, więc zapewne sięgnę po tę książkę.

    OdpowiedzUsuń
  2. W książce jest nawet wspomniane o Dniu Świstaka :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Aśka Ptaszysko3 czerwca 2015 18:03

    Niezmiernie się cieszę, że tak Ci się spodobało! Uwielbiam tę książkę w każdym calu, bo choć arcydziełem nie jest, to - jak wspomniałaś- ma coś takiego w sobie, że wchodzi się w historię Sam samym sobą. Dla mnie tym bardziej na plus, bo byłam ciekawa jak Lauren Olivier radzi sobie z gatunkiem zupełnie odmiennym od tego, w którym osadziła w sumie fantastyczną trylogię: Delirium, Pandemonium, Requiem. Moim zdaniem podołała temu idealnie . Zdecydowanie jedna z moich ulubionych książek, autorek młodzieżowych! Oddycham z ulgą, że przyjęłaś ją ciepło! :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Bardzo się cieszę ,że przypadła Ci do gustu,bo planuję ją przeczytać. Trylogia Delirium wywarła na mnie bardzo pozytywne wrażenie,więc i tę mam w planach ;-)

    OdpowiedzUsuń
  5. Ostatnio głośno o tej książce, a raczej jej odnowieniu (wznowieniu) mam ją w planach, więc kiedyś przeczytam :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Czytałam "Delirium" tej autorki i choć trylogia była dość ciekawa a pomysł oryginalny, tak dwie ostatnie części mocno mnie zawiodły, bo są do bólu przewidywane i nieco głupiutkie (zwłaszcza denerwująca główna bohaterka...). Ale mimo to chętnie bym zaryzykowała sięgnięciem po "7 razy dziś". Coś czuję, że historia przypadnie mi do gustu (boję się tylko moim uczuć do Sam).
    zaczarrowana

    OdpowiedzUsuń
  7. Może Cię trochę denerwować, szczególnie na początku, bo to historia opowiedziana z punktu widzenia szkolnych gwiazdek, a wiadomo z amerykańskich filmów jakie one są.. Ale Sam z każdym kolejnym dniem się zmienia na plus.

    OdpowiedzUsuń
  8. Mam na półce jeszcze w starym wydaniu, ale debiutu tej autorki ruszać nie zamierzam. Przynajmniej na razie.

    OdpowiedzUsuń
  9. Ja też lubię młodzieżówki, powinna mi się spodobać. Już samo opisywanie tego samego dnia kilka razy jest prawdziwym wyzwaniem i z chęcią sprawdzę, jak autorka z tego wybrnęła.

    OdpowiedzUsuń
  10. Książkę czytałam już dość dawno temu w starym wydaniu. Mnie niestety nie zachwyciła. Bardzo irytowali mnie bohaterowie, a to przeżywanie tego samego dnia, choć działo się co innego, jakoś takie nudnawe było dla mnie. Choć faktycznie, przekaz jest ważny i nawet tylko dla niego warto książkę przeczytać, to jednak zabrakło mi w niej tego czegoś. :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Okładka tej książki jest cudowna, ale wiem, że mam tę powieść w bibliotece w innej okładce (nawet ją raz pożyczyłam) i kupować nie będę raczej. Ale na tę biblioteczną wersję na pewno się skuszę :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Okładka też bardzo mi się podoba, przykuwa wzrok :)

    OdpowiedzUsuń
  13. "Ruszać nie zamierzam" brzmi groźnie :D Dlaczego?

    OdpowiedzUsuń
  14. Mam nadzieję, że się nie rozczarujesz :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Mnie w zasadzie irytowała tylko Lindsay i to też nie jakoś specjalnie. No i absolutnie się nie nudziłam. Szkoda, że Ci się nie podobało :(

    OdpowiedzUsuń
  16. Uwielbiam tego typu książki. No i autorką jest Lauren Oliver, która napisała też Delirium. Koniecznie muszę przeczytać :D

    Galeria Książek

    OdpowiedzUsuń
  17. Trylogię Delirium kocham całym swoim sercem. Wydaje mi się,że mam zwyczajną blokadę na inne historie spod jej pióra. Boję się rozczarowania, ale kiedyś trzeba będzie to sprawdzić;D

    OdpowiedzUsuń
  18. Delirium to zupełnie inny gatunek, więc nawet jak książka Cię rozczaruje to nie powinno być problemu z oddzieleniem ich od siebie :D

    OdpowiedzUsuń
  19. Naprawdę? Aż tak dobra? W sumie to ignorowałam te wszystkie zapowiedzi, bo sparzyłam się na "Delirium" Oliver, bo książka ta oprócz schematyczności była po prostu... naiwna. Jeśli przy tym się wyrobiła, to świetnie. :)

    OdpowiedzUsuń
  20. Nie czytałam "Delirium", więc nie mam porównania, ale na pewno się nie wyrobiła, bo "7 razy dziś" to jej debiut. Niemniej książka bardzo mi się podobała.

    OdpowiedzUsuń
  21. Ups, no chyba, że tak. Może mi wpadnie w ręce kiedyś. :)

    OdpowiedzUsuń
  22. Mam ją w planach - może nie tych najbliższych, ale jednak ;)

    Bookeaterreality

    OdpowiedzUsuń
  23. Chodziło mi o samo zjawisko, nie o film. W tej książce jest wyraźnie zaznaczony motyw, że jedna drobna, pozornie nic nieznacząca zmiana, tak naprawdę zmienia wszystko :)

    OdpowiedzUsuń
  24. A, to teraz rozumiem :) Spojrzałam na efekt motyla tylko w koncepcji podróży w czasie. My bad :)

    OdpowiedzUsuń

"Słowa są ponadczasowe. Powinieneś je wypowiadać lub pisać ze świadomością o ich wieczności."
/Khalil Gibran