VERONICA ROTH: WIERNA

5/27/2016

Poniższa recenzja może zawierać spojlery do poprzednich części!


Mimo wielu krytycznych opinii bardzo podobała mi się Niezgoda, a i Zbuntowana trzymała całkiem niezły poziom. Jednak podczas lektury Wiernej myślałam już tylko o tym, by jak najszybciej skończyć tę nudną jak flaki z olejem historię i zabrać się za coś bardziej interesującego. Niestety, moi drodzy. Wierna to totalna pomyłka - rysa na szkle naprawdę fajnej serii dla młodzieży.

Po obaleniu systemu frakcyjnego u władzy staje Evelyn z armią bezfrakcyjnych. Jeden tyran został zastąpiony drugim, w wyniku czego powstaje grupa Wiernych, próbująca zwalczyć dyktatorskie zapędy matki Tobiasa. Ale żeby plan się powiódł trzeba odkryć pierwotne znaczenie frakcji, a można to zrobić tylko w jeden sposób - wychodząc za mury miasta. Ale jak wygląda świat po drugiej stronie?

Wierna napisana została bez polotu, bez pomysłu i bez sensu. Okropnie się wynudziłam czytając tę książkę i o ile w oczach większości czytelników zakończenie ratuje odrobinę sytuację, tak dla mnie nie było żadnym zaskoczeniem. Nigdzie nie trafiłam na dosłowny spojler, ale widząc jak wszyscy z jękiem łapią się za głowę i zadają sobie pytanie o to, jak autorka mogła to zrobić, ciężko się nie domyślić się co takiego dzieje się na koniec trylogii. Roth strasznie namieszała, wprowadziła mnóstwo nowych bohaterów oraz nieprzemyślanych wątków i chyba sama się w końcu w tym wszystkim pogubiła. Nic tu nie jest dopracowane, każdy poruszony problem zlewa się w chaotyczną całość, dając w rezultacie książkę o niczym. Pojawiła się też dwutorowa narracja z perspektywy Tris i Tobiasa. Zwykle taki zabieg mi nie przeszkadza, ale tutaj rozdziały były tak krótkie, a punkt widzenia zmieniał się na tyle szybko, że nie do końca wiedziałam w głowie którego z bohaterów akurat jestem. Jeśli w poprzednich tomach brakowało logiki, to nie wiem jak nazwać to, co dzieje się tutaj.

Przyznam, że do lektury zabrałam się z zainteresowaniem, bo umierałam z ciekawości co jest za murem. Nie jestem pewna czy usatysfakcjonowało mnie rozwiązanie tej tajemnicy, ale z pewnością zawiodła mnie realizacja pomysłu. Przez całą książkę, aż do słynnego zakończenia nie dzieje się właściwie nic (chociaż autorka próbuje wcisnąć czytelnikowi coś zupełnie przeciwnego), a bohaterowie denerwują niemiłosiernie. Tobias, którego wręcz pokochałam w Niezgodnej, w tym tomie jest płaski jak dzisiejsze telewizory, o Tris nawet nie wspominając. Ich relacja totalnie się wypaliła, a oni sami przestali wzbudzać jakiekolwiek emocje. Również te nowe postacie nie budzą zainteresowania. Poprzez brak indywidualności zlewają się w jedno - są od siebie po prostu nierozróżnialne i to kolejny raz, gdy podczas czytania towarzyszy nam całkowita obojętność.

To historia bez zakończenia, jakby na kolanie złożona z najróżniejszych strzępów, które udało się autorce do tej pory napisać. Pourywane wątki, rażący brak logiki i papierowi bohaterowie rujnują cały potencjał historii o rządowym spisku i mutacji genetycznej. Szkoda, bo poprzednie części naprawdę mi się podobały i liczyłam na to, że ostatni tom mnie nie zawiedzie.

Wierną świeżo po przeczytaniu oceniłam na pięć gwiazdek. Teraz myślę sobie, że zasługuje najwyżej na trzy. Ciężko jednak oprzeć się pokusie przeczytania finału trylogii, więc nie będę odradzać. Przekonajcie się sami czy Veronica Roth dała radę zakończyć tę historię w dobrym stylu. 

Veronica Roth, "Wierna", Wydawnictwo Amber, Warszawa 2015, s. 381

You Might Also Like

0 komentarze

"Słowa są ponadczasowe. Powinieneś je wypowiadać lub pisać ze świadomością o ich wieczności."
/Khalil Gibran